Debata TVP. Nerwowy Duda, agresywny Kosiniak-Kamysz, widowiskowy Tanajno, obyty Hołownia, pewny Bosak. Kto zyskał, kto stracił wizerunkowo?

D
06.05.2020 warszawa 
telewizyjna debata prezydencka w tvp
n/z 
fot. adam jankowski / polska press
06.05.2020 warszawa telewizyjna debata prezydencka w tvp n/z fot. adam jankowski / polska press Adam Jankowski
W tej dziwacznej kampanii wyborczej z niecierpliwością czekaliśmy na debatę prezydencką. W końcu nadeszła i w jednym studiu zgromadziło się dziesięciu kandydatów na urząd prezydenta RP, w tym urzędujący Andrzej Duda. Nie zabrakło werbalnych ataków, wymyślnych gadżetów i pamiętliwych wpadek. Z ekspertami przeanalizowaliśmy środowe występy, by ocenić, kto zyskał, a kto stracił wizerunkowo? Sprawdźcie, kto może czuć się zwycięzcą debaty, a kto jej przegranym?

Kiedy w Sejmie trwały negocjacje Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina ws. wyborów prezydenckich, w studiu TVP stawili się kandydaci na urząd prezydenta. Z niepewnością, czy i kiedy odbędą się wybory, debatowali o własnych wizjach kolejnej prezydentury. Skomplikowana pandemią sytuacja polityczna najbardziej doskwierała Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi i Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. To oni najczęściej obarczali winą za chaos wyborczy obecnego prezydenta Andrzeja Dudę. Dziś możemy tylko dywagować, czy Duda w trakcie swoich sześciu minutowych wystąpień wiedział o – nomen omen – porozumieniu dwóch Jarosławów, czy też dowiedział się razem z pozostałymi po opuszczeniu gmachu przy Woronicza.

Zdenerwowany Duda

Na zaczepkę podczas środowej debaty obecny prezydent odpowiedział tylko raz, kiedy Władysław Kosiniak-Kamysz zarzucił mu bierność ustawodawczą.

- Od czerwca ubiegłego roku nie złożył pan żadnej ustawy w Sejmie – przekonywał prezes PSL.

Duda odparł atak, podpierając się liczbą 31 złożonych projektów i wskazując, że tylko Lech Kaczyński jako prezydent złożył w Sejmie więcej ustaw niż on. Od pierwszych minut debaty odnosiliśmy wrażenie, że prezydent czuje się jakoś nieswojo. Spodziewaliśmy się Andrzeja Dudy z 2015 roku: odprężonego, uśmiechniętego, pewnego siebie, a zdaniem ekspertów, zobaczyliśmy prezydenta, który nie wykorzystał atutów, jaki miał w rękawie.

- Prezydent nie wykorzystał przewagi wynikającej ze sprawowania władzy - oceniła dr Marta Żerkowska-Balas z Uniwersytetu SWPS. - Nie wybrzmiały jego dokonania, chociażby na polu walki z koronawirusem. Retorycznie zginął w tłumie kandydatów.

Zabrakło prezydenckiej postawy

Swoją pierwszą wizytę po wyborach prezydent zapowiedział w Rzymie. Pytany o pomysł na wyjście z kryzysu, wskazał na współpracę prezydenta, rządu i większości parlamentarnej. W części poświęconej polityce społecznej zapewnił, że nie podpisze ustaw podwyższających wiek emerytalny oraz wprowadzających jednopłciowe małżeństwa. Chętnie wracał do kampanii sprzed pięciu lat, by uwypuklić sukces programu „500+”. W swobodnej wypowiedzi przypomniał widzom o najważniejszych reformach Zjednoczonej Prawicy.

- Ciągle spoglądał na mijający czas i jakby szukał aprobaty prowadzącego - podsumował dr Łukasz Przybysz z Uniwersytetu Warszawskiego. - Nie była to postawa prezydencka, widać było, że Andrzej Duda nie czuje się pewnie w takiej formule, może w tym towarzystwie? Spodziewałem się większej swobody i pewności siebie. Niewiele dowiedzieliśmy się o wizji kolejnej kadencji Dudy.

On dał show

Kolorytu debacie dodał Paweł Tanajno, kandydat spoza politycznego establishmentu. Rzadko zwracał uwagę na zadawane pytania. Postawił się w roli rzecznika przedsiębiorców i to do ich sytuacji odnosił niemal wszystkie kwestie. Atakował prawie wszystkich kontrkandydatów, lecz najbardziej zaciekle Andrzeja Dudę i jego obóz polityczny. W jednej z odpowiedzi oskarżył Mateusza Morawieckiego o szkodzenie Polakom. Groził też obecnie rządzącym, że staną przed Trybunałem Stanu.

- Był jedyną osobą, która nie udzielała odpowiedzi na pytania - skomentowała dr Żerkowska-Balas. - Może on buduje własny kapitał: polityczny, ale nie prezydencki. Prawdopodobnie chce obrać ścieżkę Pawła Kukiza - antysystemowego kandydata, krytykującego władzę.

W jednej z rund pytań Tanajno stwierdził, że współczuje widzom, bo muszą oglądać taką debatę. Zwrócił się też do prezydenta „Panie Andrzeju”, zaciekle podkreślając, że ten obiecywał pomoc frankowiczom, a ta grupa społeczeństwa nie otrzymała od głowy państwa żadnego wsparcia w trakcie jego kadencji.

- Był najbardziej widowiskowy, ale tu widowiskowość jest od początku wpisana w jego kandydaturę - potwierdził dr Przybysz. - Mamy pełen pakiet: wygląd (okulary, opalenizna, postawa), sposób mówienia (podniesiony głos, zwroty na Ty, Wy) oraz wygłaszane poglądy (apele, nawoływania, krytyka, populizm).

Mister Gadżet

Władysław Kosiniak-Kamysz od pierwszych słów starał się prowokować prezydenta Dudę. Kiedy otrzymał ripostę, stwierdził, iż to dowód, że obecny prezydent najbardziej obawia się właśnie jego kandydatury. Do studia przyszedł wyposażony w „gotowe ustawy”, którymi wymachiwał w dowód możliwości działania tu i teraz. Zaprezentował także gigantyczny długopis z podobizną Jarosława Kaczyńskiego, nawiązując do roli prezydenta w obecnym od 2015 roku układzie sił politycznych. Merytorycznie był poprawny, retorycznie tłumów nie porwał.

Kto najbardziej merytoryczny?

Na pytanie o najlepszy pod względem merytoryki występ, dr Łukasz Przybysz wstrzymał się od wskazania jednego kandydata:

- Na plus należy zaliczyć momenty, gdy Kosiniak-Kamysz, Hołownia i Bosak wyciągnęli propozycje ustaw oraz tę chwilę, gdy Kidawa-Błońska sprytnie, ale mądrze odciągnęła uwagę od tendencyjnego pytania o małżeństwa jednopłciowe. Kandydaci bardziej postępowi wyróżniali się też zwracaniem uwagi na bezpieczeństwo energetyczne oraz zieloną energię - zauważył politolog, medioznawca, specjalista public relations.

Amerykański sznyt

U Szymona Hołowni widoczne było obycie z kamerą, amerykańskie przygotowanie do wystąpień publicznych, świadomość swojego ciała i poprawne wykorzystanie modulacji głosu, mimiki oraz gestykulacji. Z jego wypowiedzi najbardziej zapadł w pamięć apel, by nie bojkotować wyborów prezydenckich. Dziennikarz podpierał się badaniami, które wykazywały, że protest części wyborców może ułatwić reelekcję Andrzejowi Dudzie.

Pochwała dla Bosaka

Analizując aspekty merytoryczne, dr Marta Żerkowska-Balas wskazała na innego kandydata:

- Poziom debaty był dosyć wyrównany, ale merytorycznie i rzetelnie zaprezentował się Krzysztof Bosak – stwierdziła. - Jego poglądy są określone i zdecydowane, ale wypowiadał się w sposób wyważony.

Polityk Konfederacji przyzwyczaił nas, że dobrze czuje się w takiej formule debaty. W środowy wieczór towarzyszyła mu polska flaga, miał przygotowane własne projekty ustaw i zaprezentował książkę ze swoimi 27 tezami, które miałaby być przyczynkiem do zmian w Konstytucji. Jego wypowiedziom nie brakowało merytoryki – popisał się nią przy dosyć szczegółowej analizie modernizacji polskiej armii, przeprowadzonej w ramach współpracy polsko-amerykańskiej. Często odnosił się bezpośrednio do Andrzeja Dudy i rządu Mateusza Morawieckiego, krytykując m.in. poparcie traktatu lizbońskiego czy wprowadzoną w dobie pandemii tarczę antykryzysową.

Plusy i minusy występu Kidawy-Błońskiej

Dr Łukasz Przybysz występ Małgorzaty Kidawy-Błońskiej uznał za poprawny:

- Było nieźle. Wiedziała, co chce mówić, była zestresowana i myliła się przy wypowiedziach, ale patrzyła w kamerę, była poważna i skupiona. Oświadczenie na koniec okazało się za krótkie, czegoś tam zabrakło. Na plus należy zaliczyć zabiegi przekierowania tendencyjnych pytań (o wizyty zagraniczne, o UE, o związki partnerskie itp.) - sprawnie sobie z tym poradziła. Niestety, o wizji prezydentury ponownie dowiedzieliśmy się niewiele.

Rzeczywiście, wypowiedziom Kidawy-Błońskiej towarzyszyły pauzy wypełnione („yyy”, „eee”), kłopoty z kontrolą czasu i błędy fleksyjno-składniowe, ale pozostawiła po sobie skojarzenie z Konstytucją. Często podkreślała jej znaczenie, a egzemplarz pojawił się fizycznie na jej stanowisku.

Największe rozczarowanie?


Według
dr Marty Żerkowskiej-Balas rozczarował Robert Biedroń, który podkreślał, że jest jedynym kandydatem niekonserwatywnym i dążącym do zmiany. Mówił wolno, chciał grać na emocjach, przywoływał dużo konkretnych postaci (np. zarabiającego poniżej 2 tys. miesięcznie ratownika medycznego).

- Robert Biedroń był rozczarowaniem – stwierdziła dr Żerkowska-Balas z Uniwersytetu SWPS. - Wydawał się być nieprzygotowany, mówił spontanicznie. Sposób wyrażania jego poglądów sprawił, że Lewica nie była widoczna w tej debacie aż do momentu podniesienia kwestii małżeństw jednopłciowych.

Poziom? Taki sobie

Eksperci zgodnie przyznali, że debata nie stała ani na wysokim poziomie merytorycznym, ani nie obfitowała w retorykę z najwyższej półki. Starcie było wyrównane, a wskazać jednoznacznych zwycięzców lub przegranych niezwykle trudno. Niewiele pozostawiły po sobie wypowiedzi Marka Jakubiaka, który wypadł blado. Stanisław Żółtek pokazał, że brakuje mu doświadczenia w wystąpieniach publicznych, zaś Mirosław Piotrowski jak mantrę powtarzał, że pięć lat temu głosował z całą rodziną na Andrzeja Dudę, a dziś jest zawiedziony tą prezydenturą.

Tendencyjne pytania

Widzowie wychwycili, że podczas debaty pojawiły się komplikacje technologiczne. Zegar, liczący czas wypowiedzi, „zjadał” sekundy wielu kandydatom. W niektórych pytaniach, które zadawał dziennikarz TVP Michał Adamczyk, zauważyć można było tezy i tendencje. Zdziwienie wśród kandydatów wywołała m.in. konstatacja, że Polska radzi sobie w obecnej sytuacji epidemiologicznej najlepiej w całej Unii Europejskiej. W innym miejscu niektórzy kandydaci wyrazili przekonanie, że małżeństwa osób homoseksualnych nie są dziś największym problemem polityki społecznej, a jednak o ich słuszność zapytał gospodarz wieczoru.

Zasady i widownia

Dodajmy, że debata odbyła się przy zachowaniu największych środków bezpieczeństwa. Stanowiska rozmieszczone były w odległości ponad 2 metrów od siebie. Obowiązywał ścisły zakaz przemieszczania się. Na zakończenie poinformowano, że starcie polityków oglądało 6 milionów widzów. Pojawiające się w czwartek dane nieco korygowały te liczby.



Jest porozumienie pomiędzy Kaczyńskim i Ziobrą

Wideo

Materiał oryginalny: Debata TVP. Nerwowy Duda, agresywny Kosiniak-Kamysz, widowiskowy Tanajno, obyty Hołownia, pewny Bosak. Kto zyskał, kto stracił wizerunkowo? - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3